Home / Kultuzrywka / Dying Light – człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie.

Dying Light – człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie.

Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie, jak mawiał klasyk. Zombie w ogóle jest na topie. Zakładam, że istnieją na świecie ludzie którzy chcieliby się zombiakiem urodzić. Niestety nie jest to takie proste, bo najpierw trzeba  dać się ugryźć. A przynajmniej potknąć w laboratorium z podejrzanymi wirusami i przewrócić na siebie regał.

Dying Light to rodzima produkcja. Zwariowałem kiedy tylko odpaliłem. Wirus jest, zombie są, wszystko jest. Włączając elektryczny kij do krykieta, który można sobie samemu skonstruować przy odrobinie szczęścia i zdolności manualnych. Zasady są proste – jest miasto odcięte szczelnie z każdej strony ze względu na kwarantannę no i zombie. Te  są  w kilku odmianach – wolne, szybsze, te co skaczą i się wspinają, te co rzygają i wybuchają.  Dying Light to gra parkourowa – dużo wspinaczki, dachowych krajobrazów, prac na wysokościach i sporo skoków z tychże. Pierwszy raz odczułem lęk wysokości siedząc na kanapie.

Pomijając już moją miłość do tematów około horrorozombiepodobnych, Dying Light jest doskonałe. Tym bardziej jest się z czego cieszyć, że wyszło z polskiego studia. Można nacieszyć oko wspinając się wysoko poczuć emocje skacząc z wysokości lub tłukąc zombie kijem. Więcej na temat Dying Light będzie wkrótce, bo zbyt mi się podoba, żeby tak to zostawić.