Home / Knajpy / Kawa w Pierre Bakery? Nie sądzę.

Kawa w Pierre Bakery? Nie sądzę.

Środa to podobno taka mała sobota. Tak mówią, przynajmniej niektórzy. A nawet jeśli nie sobota, to i tak jest okazja żeby gdzieś wyskoczyć. Na kawę, bo uciechy alkoholowe postanowiłem sobie w tygodniu darować. Zupełnie niezorientowany w rynku kawiarnianym, po przejrzeniu kilku stron różnych kawiarni wybrałem. Pierre Bakery na Szewskiej. Stronkę mają ładną, menu dość szerokie a ceny niezbyt wygórowane. W sam raz na małe spotkanie.

Lokal jest niewielki, ładny, jasny, czysty i w ogóle jakby właśnie zjechał z taśmy produkcyjnej – nówka sztuka, nie śmigany. Schody zaczęły się kiedy otrzymaliśmy zamówienie, bo zamiast czarnej kawy dostaliśmy bardzo białą. Ale nic to, zdarza się. Po naprostowaniu sytuacji, że zamówienie nie nasze, rozmawialiśmy dalej. Zdążyłem zjeść eklerka z czekoladą – najlepszy jaki w życiu jadłem – oraz wgryźć się w croissanta na tyle, żeby zorientować się że nie jest morelowy, tylko z czekoladą. Ale myślę nic to, zdarza się, może kolega ma z morelami, niech się wgryzie to się zamienimy. W pewnym momencie przemiła pani przyniosła zagubioną bardzo białą kawę… Chwila chwila… No tak, bardzo białą. Dałbym sobie włosy obciąć, że usłyszałem jak mówiła „czarna americano”… Ale teraz już nie, bo musiałbym podważyć, że białe jest białe a czarne jest czarne. Mniejsza o to, choć kolega się zdenerwował i nie chciał już następnej niespodzianki, bo miał ochotę na kawę. Już bez różnicy jaką. Posiedzieliśmy chwilkę, po czym pani oznajmiła, że za piętnaście minut zamykają. No i wtedy łotdefak? Przeciez na stronie mają jak byk, że do 21 a tu ledwie 19:10. Po sprawdzeniu w google mapach i fejsbukach okazało się, że rzeczywiście to już pora.

Po opuszczeniu lokalu stwierdzam, ze jeśli wrócę, to po kawę na wynos po drodze do pracy, byle byłaby to ta właściwa.