Home / Knajpy / Nie odwracaj się barmanie.

Nie odwracaj się barmanie.

Jeden z głównych zarzutów jakie zdarza mi się słyszeć wobec barmanów, jest taki, że nie mają jak wydać reszty. Konsumencie – zastanów się, czy wkurwiasz się na właściwą osobę. W zależności od lokalu i dnia, czasem jest kilkaset/kilka tysięcy transakcji. Drobne wychodzą szybko, a wracają dopiero po połowie imprezy jak się grube skończą. A i to nie zawsze, bo nawalone towarzystwo lubi chować bilon po kieszeniach, jakby spodziewali się silnego wiatru mogącego ich porwać.

Z końcem drobnych miałem ostatnio przyjemność w Krakowskich Zakąskach. Stoję przy barze, ostatnie drobne wydałem na poprzednie zamówienie. Dzierżę dzielnie w dłoni pięćdziesięciozłotowy banknot, czekam. W końcu przyszła moja kolej, zamówiłem. Za około 30pln. „Ale drobne” – usłyszałem. Hmmm no tak. „Alę to górale. We trzech. Na skale.”
Mówię grzecznie, wyjaśniam, że przy ostatnim zamówieniu wydałem wszystkie drobne jakie miałem. „Sprawdź jeszcze raz”. Sprawdziłem. Ręka długo i głęboko szukała, nie znalazła. Więc mówię, że niestety nie, ale…..     I tutaj barman wzruszając ramionami odwrócił się na pięcie bez słowa.
Poszedł sobie, a ja stałem jak oniemiały jeszcze przez parę chwil. Wyszedłem, nie wrócę – może to i mała strata, bo przecież Kraków, bo zawsze się ktoś znajdzie i tak można wymieniać. Chociaż z drugiej strony, mieć te kilka stów więcej w kasie a nie mieć – różnica jest.

Kiedy jeszcze pracowałem za barem, bywałem chujkiem. Wspominałem już? Dobrze – wspomnę jeszcze nie raz. Jednakże, nawet worek uszczypliwości, lub z pozoru niepotrzebna pyskówka, jeśli są odpowiednio poprowadzone i zakończone na przykład wspólnym shotem są lepsze niż nicniemówienie i obrót dupą.

Co mogłoby być po ale...

 

…wiesz co, to dolej mi tej whisky za tyle właśnie, odliczając napiwek.

…może zostawię Ci całość i przypomnę się później, przecież nie wychodzę.

…wezmę jeszcze dla koleżanki coś.

…możesz otworzyć mi rachunek, siedzę na widoku.

…jest mnóstwo sposobów na to, żebym jednak został i się napił.

Jedynym pominiętym „ale” jest to, że to barman powinien zaproponować jakieś rozwiązanie zamiast odwracać się i udawać że o nie ma. Jak do tej pory zarówno barman jak i lokal mają u mnie minus jak pas startowy i dyndają gdzieś w na końcu rankingu. Na pozycji „no chyba, że wszystko inne będzie zamknięte„.

Z historii z życia wziętych – miałem kiedyś okazję pracować z osobą, która nie była najlepszym barmanem na świecie. Generalnie współpraca nie układała nam się z tego powodu dobrze. Raz jeden wpadła na pomysł którym wprawiła mnie w osłupienie.

Ruch jak w Rzymie, ze dwieście osób w lokalu, drugie tyle przed drzwiami, nie pamiętam czy to koncert jakiś czy inna impreza, w każdym razie grubo. Środek nocy, drobne wyszły jakiś czas temu, nikt się nie kwapił, żeby płacić odliczonymi pieniędzmi – ogólnie kanał. A tu nagle mój współpracownik wyciąga spod baru notes i zaczyna wystawiać pokwitowania odbioru reszty. Oczywiście tłumacząc, że drobnych brak, i że z tą karteczką jak kuponem można przyjść, oddać i w ten sposób zapłacić albo ewentualnie odebrać resztę. Nie wszyscy się zgadzali, część czekała aż drobne będą, część rezygnowała, ale większość odchodziła od baru z napojem i białą kartką z podpisem i kwotą do dalszego wykorzystania.