Home / Knajpy / Teraz Twoja kolej

Teraz Twoja kolej

Majówka w tym roku była wyjątkowo krótka. Zaczęła się de facto w sobotę, a skończyła w poniedziałek rano. Nie była też szczególnie intensywna, chyba że brać pod uwagę wyczyny imprezowo hulaszcze. A tych nie brakło. W każdym razie – miały być grille, jazda na desce, podróże. Matka natura okazała się jednak suką – zimną. Bardzo zimną. A że pogoda barowa, to barowe też przygody. Ale do rzeczy.

Pierwszy weekend maja spędziłem w rodzinnym mieście – Częstochowie. Częstochowa to dziwne miasto – młodych ludzi coraz mniej, a knajp coraz więcej. A i tak słyszę dość często że nie ma gdzie pójść. Jako że bywam tam dość rzadko, to zaległości towarzyskie rosną wprost proporcjonalnie do nowości na rynku lokali gastronomicznych. A wiadomo przecież, że najlepiej połączyć nadrabianie pierwszych z poznawaniem drugich.

Tu i tam docierały mnie słuchy o nowym lokalu TWOJA KOLEJ, głównymi atutami polecających były ceny. Nie ma w Częstochowie wielu miejsc gdzie dostaniesz Jack&Coke za 8pln. Ale od początku.

Lokal znajduje się w podwórku, na przeciwko innej knajpy – większej, okazalszej i z długą tradycją ( właściwie miejsce ma tradycję – nazwy i właściciele knajpy się zmienili chyba kilka razy – ale o tym też będzie.). Trochę skucha, ale mimo to, TWOJA KOLEJ prezentuje się z zewnątrz dobrze – niewielki ogródek, wielki pociąg namalowany przed wejściem, jest OK – myślę.

20140504_182928

Od wejścia, w oczy rzuca się półka – wybór piw różnorakich – lanych i butelkowych jest duży i zróżnicowany. Odnalazłem kilka lubianych przeze mnie egzemplarzy.  Inne trunki niż piwo też są, ale wybór szczególnego szału nie robi. Szał robią ceny – od 4,5 peelena za piwko, wyżej wymieniony jack z kolą 8 złotych. Całkiem w porządku. Kłopot pojawia się w momencie kiedy chcesz zamówić małe piwo. Małych nie ma, jeden rozmiar, uniseks, koniec, kropka. Nawet jak masz katz i chcesz piwo z sokiem pomidorowym, to aby dolać sobie soku, część piwa musisz wypić sam. Basta.

20140504_173857

 

Wystrój, jak na lokal o takiej nazwie przystało, jest kolejowy – kanapy z pociągu, półki na ubrania nad nimi, tu i tam spory zegar. Te wszystkie kolejowe gadżety przeplatają się z plakatami i zdjęciami (w mniejszym bądź większym stopniu związanymi z koleją) gwiazd. Jest „przedział dla palących”, co bardzo cieszy zwłaszcza kiedy na zewnątrz temperatura nie sprzyja bytności tamże, a tak właśnie było w weekend.

Pierwszy zgrzyt estetyczny nastąpił, kiedy w kącie sali zobaczyłem wielki głośnik na stojaku, który do reszty wystroju raczej średnio pasował, a zaraz obok niego drabina, jakiś potykacz, butla z gazem… No cóż, może świeżo po otwarciu, nie zabrali, nie zdążyli wystawić, a wczoraj był koncert, i …. w ogóle. No trudno. I tak nigdy nie byłem szczególnym estetą. Gorzej że z tego kolosalnego ( może nie był strasznie wielki, ale mój katz kazał mi odczuwać inaczej) głośniora lała się muzyka z natężeniem pierdyliarda decybeli (choć w znacznej mierze to też wina katza). Chwilkę czasu minęło zanim pani za barem doszła do tego, czy da się ściszyć tylko jedną salę. Nie wiem czy się dało, w naszej było ciszej, w sali z barem też.

20140504_171701

 

Kolejnym faux pas estetycznym było menu składające się z kolorowych kartek przyklejonych do ściany szara taśmą. Taka forma prezentacji oferty prześladuje mnie od zawsze i wszędzie – w knajpach szczególnie. W knajpie albo jest menu, albo go nie ma. Jeśli nie ma, to barman powinien wiedzieć czego chcesz się napić, ewentualnie przedstawić jak najszerszy wachlarz opcji. Tę wersję lubię najbardziej. Jeśli już menu jest, to albo „doręczne” żeby każdy mógł pomacać, poczytać, zrecenzować, wymienić się wrażeniami w współkonsumującymi, albo jednolite, duże, w widocznym miejscu – tablica się sprawdza – zwykła czarna, albo biała na flamastry zmywalne też jest ok.

20140504_173734

Trzeci zarzut dotyczący wystroju to toaleta – bynajmniej, nie że syf, brud, smród i rodzynki – sama część zasadnicza bardzo w porządku, gorzej z częścią z umywalką i lustrem. Nie miała drzwi. Rozumiem, że mycie rąk to sprawa może mało intymna, ale nie lubię kiedy cała sala patrzy na mnie kiedy krzyczę do lustra że jestem zwycięzcą, przystojny, niepokonany i takie tam.

20140504_173811

 

Ostatnią kwestią jest forma obsługi w knajpie – obecnie najpopularniejsze chyba są takie, gdzie płacisz od razu przy barze zabierasz co tam masz i oddalasz się do stolika. Dużo rzadziej niż kiedyś zdarza mi się pójść do miejsca w którym ktoś mi otworzy rachunek, i będzie dostarczał dobra wprost do stolika, a zapłacę wychodząc. No cóż – tu było pół na pół. Zamówiłem, a grzecznie czekając otrzymałem miłą informację „przyniosę do stolika”. Super – myślę. No więc konsumpcja trwa w najlepsze, nagle ni stąd ni z owąd wyłania się pani i ciach – paragon na stół. Pomyślałem, że trzeba było zapłacić na początku przy zamawianiu, zanim pani mnie odesłała do stolika ze znajomymi, więc poszedłem, i poprosiłem grzecznie o otwarcie rachunku, żeby pani podliczyła wszystko, zapłacimy przy wychodzeniu. Pani bez słowa sprzeciwu zgodziła się, wzięła paragon, zamówiłem drugą kolejkę złocistych trunków, a kiedy byliśmy może w połowie BUM ! Pani przyniosła dwa paragony i sumę zapisaną na karteczce obok. To trochę jakbym przeżuwał stek a kelner pacnął mi znienacka na stół rachunek.

Knajpa jest nowa , całkiem przyjemna, miło by było, gdyby te kilka niedociągnięć jakie ma, zostało dociągniętych – doskonale rozumiem że wszystko świeże, jeszcze się dotrze, obsługa się wyrobi. Pomysł jest dobry, lokal ma spory potencjał, ale jeśli te dwa czynniki zostaną zmarnowane, to niewiele z tego będzie. Na pewno tam zajrzę, ale dopiero za jakiś czas. Wtedy okaże się czy tylko na szybkie piwo przed wieczorem zasadniczym, czy zostanę na dłużej. Na razie na jedno.

 

Facebook : TWOJA KOLEJ