Home / W życiu / Najgorszy dzień w roku ?

Najgorszy dzień w roku ?

toryWzór na depresję

Dziś mamy potencjalnie najbardziej dołujący dzień w roku, czyli poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia. Skąd to wiemy ? Stąd, że w 2004 roku  niejaki Cliff Arnall – brytyjski psycholog wprowadził pewne określenie na ten szczególny dzień. Podał nawet wzór  określający nasze samopoczucie, biorący pod uwagę zarobki, długi, pogodę, spadek motywacji itp. Co bardziej zainteresowanych odsyłam do Wikipedii, pod hasło „Blue Monday”.

Coś w tym chyba jest.

No i rzeczywiście, pogoda fatalna, nawet nie barowa – dresowo kocowo konsolowo telewizyjno filmowa. Zimno, wiatr, deszcz. Wszędzie szaro, buro i ponuro.  Gdybym nie musiał, to absolutnie nie wychodziłbym z domu, nawet z łóżka bym nie wyszedł. Zamówiłbym pizzę, i pograł w coś, albo film obejrzał. Jest tak brzydko, że nawet chłopu z pizzą by mi się nie chciało otwierać. Musiałem jednak wyjść. Wyszedłem trochę za późno, więc poszedłem na tramwaj. Pod przystankową wiatą nieszczególnie było miejsce, a jeśli już to musiałbym się do kogoś przytulić, a nikogo odpowiedniego akurat nie było. No ale nic to, trzeba dzielnie walczyć z przeciwnościami losu wszedłem do kiosku, kupiłem bilet i po chwili zastanowienia czasopismo komputerowe. Tramwaj się spóźniał. Po kilku minutach odpuściłem, poczułem wzrastający poziom złości, więc poszedłem na piechotę. Dzień zapowiadał się fatalnie.

Nie chwal dnia przed zachodem…

…a baby przed śmiercią. Już chyba spisałem ten dzień na straty, już snułem wizje jaki to on nie będzie zły. Postanowiłem po drodze kupić kawę. Wtedy coś się zaczęło zmieniać. Pan w kawiarni przywitał mnie szerokim uśmiechem, i sprawiał wrażenie… dumnego że w poniedziałek rano stoi na posterunku, i ratuje innym ludziom poranek. Też byłem z niego dumny. Zamówiłem największą kawę, wsypałem cukier, czego zwykle nie robię, i poszedłem dalej. Słodka kawa robiła swoje, deszcz trochę zelżał. Dotarłem do pracy tylko odrobinę spóźniony. Odebrałem telefon od kilku miłych osób, wrzuciłem notkę na facebooka, i postanowiłem nie przesądzać o tym czy ten dzień będzie zły czy dobry, a dołożyć wszelkich starań żeby był dobry.

Dziś będzie dzień robienia sobie dobrze – będzie pizza, będzie pyszna kawa albo kilka, a może dobra herbata. Na kolację też ugotuję coś pysznego. Gdzieś tam pomiędzy tym siłownia, może w coś pogram albo obejrzę jakiś dobry film. Wszystko żeby tylko nie dać się pogodzie i ogólnemu marazmowi. Najważniejsze to dostrzec jakiś pozytyw, mały nawet, i trzymać się go kurczowo by nie zmarnować dnia.