Home / W głowie / Radio, wybory i galopująca frustracja.

Radio, wybory i galopująca frustracja.

Tym razem nie pójdę głosować. Ani w jednych ani w drugich wyborach. Nie dlatego, że straciłem wiarę i nadzieję na lepsze. Wręcz przeciwnie, nie chcę tej nadziei dać w sobie zabić. Dziś z rana słuchałem radia – wiadomości i takie tam poranne pierdoły, które zwykle puszczam mimo uszu – byle coś w tle mówiło. Dziś słuchałem treści. No i szlag mnie trafił po raz kolejny. Z głośnika wysączyły się problemy nękające nasz kraj, jeden po drugim. Na trzecim, ciągnięty przez czwarty. A z wierzchołkiem góry lodowej to się nawet nie widziało. Wszystko to oczywiście pięknie okraszone „kampanią” potencjalnych przyszłych prezydentów – że jeden zrobi tak, a drugi inaczej i to co ten trzeci zrobi, na pewno nie będzie dobre i pogrąży nasz kraj.

Pogrąży??

W kraju bida aż piszczy – nie ma kasy na nic, choć podatki dochodowe, przychodowe, wychodowe, odchodowe, usługowe, zusy, krusy i cała reszta, wcale nie należą do najniższych.

System podatkowy – leży.  Skomplikowany, zawiły, dla większości stanowiący zupełnie nieodgadnione czeluści. Przy tym ostatnio wyszło zarządzenie, że ma nie być prewencyjnych kontroli prowadzonych przez urzędy skarbowe. Kontrole mają przynosić wpływy do budżetu. I statystyka i hajs się muszą przecież zgadzać

System emerytalny – muszę mówić? – leży. Za trzydzieści lat (wg jednego z podsłuchiwanych w restauracji polityków) podobno się załamie. Ja myślę, ze w tym tempie dużo wcześniej. Rodzi się nas coraz mniej, coraz więcej wyjeżdża. Kto wie? Może za jakiś czas zostaną sami emeryci…

Rodzima przedsiębiorczość – leży. Górnicy strajkują, bo ktoś ich okrada, część protestuje, bo chciała by mieć (a przynajmniej tak im się wydaje) tyle co górnicy już po uszczupleniu ich benefitów. Pociągi importujemy, eksportujemy jabłka…. O, sorry. Teraz sporo jabłek musimy zjeść sami. A skomplikowany system administracyjny nie ułatwia ze startem czegokolwiek.

System edukacji – leży. Co rusz zmieniany, co rusz mniej przejrzysty, co rusz bardziej obciążający dzieci drogimi podręcznikami. Wiecie, że furorę robią tornistry z kółkami? Jak walizki? No i cisną te kilkulatki do szkoły obładowane takim tobołem. Co z tego? Niedługo na maturze będzie tylko pytanie o nazwisko i datę urodzenia, a zdawalność i tak będzie niska.

Nauka – leży. Co z tego, że wynaleźliśmy grafen, gaz z łupków, całą masę innych rzeczy (w tym prawdopodobnie koło – przynajmniej takie mam wrażenie kiedy słucham nadętych profesorów). Młodzi naukowcy specjalizujący się w nowych, rozwijających się dziedzinach wyjeżdżają wspierać zagraniczne uniwersytety. Dla kasy? Niekoniecznie. Tam nie muszą przebijać się przez postkomunistyczny beton którym zalane są uczelnie w naszym kraju.

Wymiar sprawiedliwości – leży. Prokurator zrobi wszystko, żeby uwalić jak największą ilość ludzi, policjant chce wystawić jak największą ilość mandatów. Statystyka musi się zgadzać. Mniej zgadza się hajs. Więzienia przepełnione są ludźmi skazanymi chociażby za znikomą ilość marihuany. A „grubsi” przestępcy cieszą się wolnością. Nawet heroinę bym opodatkował, żeby załatać dziurę budżetową, nie mówiąc o medycznej marihuanie, o której jest coraz głośniej w środowisku lekarzy.

System obronny – leży. Cieszymy się ponad stutysięczną armią. 100’000!!  Większość niestety to nie są wyszkoleni świetnie specjaliści, tylko pracownicy administracji. Tych wyszkolonych za to zwalnia się do cywila po dwunastu latach służby. Trochę się nie dziwię, skoro wielu z nich poszło do woja licząc na szybką emeryturę po 15 latach. Gdyby podnieść limit odsłużonych lat do 25, zostaliby ci, którzy by chcieli zostać. Amen. To znaczy spocznij.

System bezpieczeństwa wewnętrznego – leży. Jedni wożą pizzę, innym umyka fakt podsłuchiwania i rejestrowania rozmów najważniejszych person w kraju. Ani to śmieszne, ani zabawne.

Służba zdrowia – leży. Ta akurat leży, kwiczy z bólu i robi pod siebie. Sama, bo na opiekę niedołężnych nie ma u nas kasy. Chyba nieszczególnie muszę tłumaczyć jak to wygląda – w radiu dziś usłyszałem że NFZ nie będzie refundował leków ratujących życie, bo inni też by chcieli. No kurwa…

Pomijam wspieranie przez ministerstwo kultury największej instytucji na świecie, która to (z niepotwierdzonych, aczkolwiek dość wiarygodnych źródeł) wsparcia od takiej pipidówy jak nasz kraj nie potrzebuje.

A to wszystko okraszone pseudokampaniami pseudokandydatów na prezydenta, którzy rozumy zjedli chyba razem ze śniadaniem i obiecują, jakby mieli zostać przynajmniej królami w monarchii absolutnej. Żaden z nich się nie chwalił jeszcze swoją wiedzą z zakresu wojskowości, przeszkoleniem, czy chociażby zdolnością strategicznego myślenia, choć czasy coraz bardziej niespokojne. Każdy za to obiecuje. Każdy zmieni ten kraj w lepszą, mlekiem i miodem płynącą krainę, byle wybrać jego, zamiast tego drugiego. Nie pamiętają chyba, że uprawnienia prezydenta w naszym kraju są tak naprawdę dość niewielkie. Ale obiecać można! Dlaczego nie! Każdy chce zostać królem! Stoją więc dumnie i prężą swe torsy.

A gdzie w tym wszystkim wyborcy? Klęczą przed tymi swoimi bożkami, bezrefleksyjnie dając sobie wpychać do buzi (wyborczą) kiełbachę.  Nie zagłosuję, lub oddam głos nieważny.

Dlaczego?

Bo Lech „Nie chcem ale muszem” Wałęsa, bo Aleksander „sawuar wiwr eta jest takatakatakha” Kwaśniewski, bo Lech „Spieprzaj dziadu” Kaczyński, bo Bronisław „Chodź tu samuraju” Komorowski zrobili mi wystarczające kuku w głowie. Boję się, że następny zrobi gorzej, a lepszych jak dotąd nie widzę. Poza tym ostatnio pobolewają mnie kolana.

  • Też się zastanawiam czy iść. Ci, do których żywię sympatię, nie mają większych szans na wygraną. Mogę zagłosować dla rozrywki. Ale w szczegóły się nie wdaję, bo rozmowy o polityce nie prowadzą do niczego dobrego:) Jako że bezczelnie nie słucham i nie oglądam wiadomości – wyborcze łajno do mnie nie dociera, tyle dobrego.