Home / W życiu / Czasem zdarzają się takie dni. Zimą częściej.

Czasem zdarzają się takie dni. Zimą częściej.

IMG_1205Są czasem takie dni, kiedy już od rana wiem że nie będzie dobrze. Że będzie przejebane. Od samego otwarcia oczu padam na pysk. Wstaję z łóżka – ledwo. Poranna toaleta – byle jak najszybciej. Śniadanie – może później. Kawa – może później. Nic, absolutnie nic nie cieszy, nic mi się nie chce, i najchętniej wysłałbym wszystkich i wszystko do diabła. Co do cholery robiłem  wczoraj ? Nic szczególnego, nawet nie siedziałem do późna. więc skąd to uczucie jakbym całą noc zapierdalał w kopalni ? Masakra. 8 rano a już mi się żyć nie chce. Gdzie tam do wieczora. A jeszcze wieczorem siłownia. Nosz kurwa mać, taki wał a nie siłownia, jak dupę z krzesła podniosę to będzie wyczyn. Co mi jest cholera ? Brak słońca ? Przemęczenie ? I jeszcze ta pustka w głowie. Zupełnie nic. Siąść i płakać.

 

Wyjście na zewnątrz to też nie lada wyczyn. Tyle śniegu najebało. Wcale nie jest go tak dużo ale jednak. I jeszcze pani Rysia z panem Władziem i resztą dozorców sypią kurwa sól na te chodniki. Żeby jeszcze sypali normalnie, po trochu, to Ci z uporem maniaka walą po kilogram soli na metr kwadratowy, że ta sól chrzęści pod nogami zamiast śniegu. Kurwa mać ! Przecież kilka dni temu kupiłem nowe buty a już są na nich plamy od tego gówna. Ja pierdole, czy trzeba opakowywać zimą buty w ochraniacze ze  szpitala ? Czy jak ? A gdzie się podziała instytucja łopaty do odśnieżania, hę ? Miotły jakiejś. Przecież nie jest to takie trudne ! Szlag by ich wszystkich trafił. Kiedy byłem młodszy lubiłem zimę, argumentując że zawsze można się cieplej ubrać, że biało, jasno, że spokojnie. Może wynikało to też z tego że wtedy mieszkałem na przedmieściu, i rzeczywiście było biało jasno i spokojnie. W mieście zima jest szara. Szaroczarna właściwie, i mokra, ze spokojem nie ma nic wspólnego. Poczynając od radosnego „kurwa mać”, kiedy wdepniesz w szara breję, przez zaskoczone „ojapierdole”, kiedy o mało się w nią nie przewrócisz, po „ty skurwysynu”, kiedy któryś kierowca Cię tą breją ochlapie. Nosz ja pierdole, jeszcze właściciele psów, którzy radośnie zimą nie noszą już ze sobą woreczków, bo przecież można taką kupę przysypać śniegiem i nie ma tematu. To zupełnie nic, że czasem w parkach bawią się dzieci (i nie tylko), i rzucają się śnieżkami. Kapitalna sprawa ulepić taką śnieżkę z psią kupą w środku. Jeszcze lepsza taką śnieżką dostać. Heh – również fajną opcją jest robienie orzełka czy też jak kto bardziej wierzący – aniołka na śniegu (dzięki za podpowiedź B.) odgarniając rękami to co pod spodem. Podobnie sprawa się ma do niedopałków – pięknie znikają zatapiając się w śniegu. Pod śniegiem nikt nie zauważy. Nie widać, więc tego nie ma. Choć jest to trochę mniej przykre, wciąż jednak zmartwieniem pozostaje. I tak to wszystko wybuchnie na wiosnę wraz z zielonością i ogólnym ciepłem i miłością. Kiedy tylko przyświeci słońce, ptaki zaczną ćwierkać, a ludzie się w sobie zakochiwać parki będą pachnieć gównem, a przystanki petem. Uroczo.