Home / W życiu / Zostaw mnie w spokoju

Zostaw mnie w spokoju

Czasami zdarza się tak, że chcę zostać sam – wszystko sprzymierza się przeciwko mnie, świat kopie w dupę cały tydzień, nic nie idzie jak powinno i w ogóle chuj. Wtedy mam ochotę pobyć sam. Odpalić konsolę, obejrzeć film. Poczytać w spokoju, posłuchać muzyki. A że zdarza się to z reguły w weekendy (sobota – jedyny dzień w tygodniu, kiedy mogę położyć się spać ze świadomością, że nie muszę wcześnie wstawać), to następuje już znany scenariusz:

Telefon/sms/powiadomienie o treści:

„Jesteś gdzieś na mieście?/Wychodzisz dziś na miasto?/Może jakieś piwo?/Idę na imprezę, idziesz?. I to właściwie nie jest irytujące. Miłe nawet – wiem, że ktoś o mnie pamięta, chce się zobaczyć. Jedyny kłopot w tym, że czasem nie mam ani chęci, ani siły.

Irytująco zaczyna się robić później

„Nie, dziś odpadam”, odpisuję zgodnie z prawdą. Wtedy dość szybko nadchodzi odpowiedź – dzwoni telefon, przychodzi sms/powiadomienie o treści:

„Dlaczego?”

No jak to dlaczego? Bo tak! Więc odpisuję:

„Chcę pobyć sam, zrelaksować się, ciężki tydzień miałem, zmęczony jestem.”

Nie wiem dlaczego, ale utarło się, że „Jestem zmęczony” to częsta wymówka, kiedy coś (wszystko) jest nie tak jak powinno. W związku z tym czasami jest traktowane jako synonim „Znowu w życiu mi nie wyszło, dom mi się spalił, żona rzuciła, dzieci zabrała, pies zdechł zagryzając wcześniej kota, który połknął chomika, a ja stoję na krawędzi dachu i jeden krok dzieli mnie od szczęścia”.

Więc:

„Stało się coś? Mogę pomóc? To może przyjadę, piwo wezmę, pogadamy.”

No kurwa, nie pogadamy, bo mam ochotę nic nie mówić i napierdalać w „World of Tanks” czy cokolwiek innego, dopóki starczy amunicji albo nie zaliczę zwałki na kanapie. Mam ochotę czytać Raymonda Chandlera aż dostanę odcisków na oczach. Chcę płakać przynajmniej dziewięć razy, trzy razy pod rząd oglądając „Braveheart”, chcę siedzieć w ciszy na balkonie patrząc na miasto i marzyć. W żadnym z tych scenariuszy nie ma nikogo oprócz mnie.

  • Znam to 🙂 Ja w ogóle lubię sama siedzieć. Teraz już raczej spotykam reakcje typu „Wow, ty na mieście? Stało się coś?” 😉